Czy trendy są trendy?

Portale internetowe, pisma (mniej lub bardziej branżowe), rozgłośnie radiowe często pytają mnie o bieżące trendy, co już jest passé, a co będzie modne w następnym sezonie. Widocznie istnieje duże zainteresowanie odbiorców tą tematyką. A może to właśnie media – z braku innych tematów bądź w wyniku współpracy z markami odzieżowymi – kreują i narzucają nam potrzebę bycia modnym?

Czy trendy są trendy?
Oczywiście, jak każdy szanujący się stylista, doskonale orientuję się w bieżących trendach. Jednakże najczęściej odpowiadam przewrotnie, że modne jest to, co jest niemodne :P
Ślepa pogoń za trendami unifikuje ulice, nasze spojrzenie na styl a także blogi szafiarek. Zewsząd zaczyna wiać nudą. Wszędzie mijamy przechodniów podobnych do manekinów wystawowych. Bycie „in style” nie jest wcale takie trudne, to wręcz pójście na łatwiznę. Wystarczy przejrzeć przynajmniej jedno pismo kobiece bądź wstąpić do dowolnej sieciówki. Wszystko co tam znajdziemy jest aktualnie „modne”. Zmienność trendów – ku uciesze branży odzieżowej – prowadzi jedynie do drenażu naszych portfeli i… mózgów.

Moda – moim skromnym zdaniem – to naprawdę drugorzędna kwestia, jest jedynie natchnieniem do dalszych poszukiwań. Często lepiej zrobić nawet kilka kroków do tyłu, niż za wszelką cenę silić się na kontrowersję. „Dziwnie” nie znaczy dobrze, często wręcz przeciwnie. W stylizacji bardziej istotne są krój, fason, wzór, tkanina, faktura, kolor a nawet nadruk. To właśnie te czynniki decydują, czy na co dzień wyglądamy i czujemy się świetnie. Najważniejsze, aby wszystko było dopasowane do naszej sylwetki, stylu życia, okazji oraz charakteru.

Jeszcze nie tak dawno temu słynne domy mody oraz wielcy kreatorzy (dyktatorzy) narzucali nam swoje wizje, wskazywali co mamy nosić. Jak widać demokratyzacja postępuje w każdym aspekcie życia. Obecnie to ulica wytycza kierunki, stała się nieskończonym źródłem inspiracji dla wszelkiej maści designerów, trend watcherów i innych wizjonerów, przygotowujących – pieczołowicie oraz ze sporym wyprzedzeniem – tzw. „trendbooki” (czyli swoiste biblie stylu).

Musimy pamiętać, że to właśnie my wyznaczamy trendy, to my decydujemy co za dwa lata pojawi się na wybiegach. Dlatego zamiast kopiowania wystaw sklepowych oraz popularnych blogów modowych zachęcam do eksperymentów, zaskakujących zestawień, kombinacji oraz dobrej zabawy! Bo w końcu to my określamy modę, a nie moda nas…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.